Każdy ma swój patent na kotlety mielone. Jedni przysięgają na czerstwą kajzerkę, inni na bułkę tartą. Ja przez lata robiłam tak samo, aż pewnego dnia postanowiłam trochę „namieszać” i sprzeniewierzyć się babcinym radom. Efekt zaskoczył nawet mnie. Kotlety wyszły tak soczyste i delikatne, że trudno było uwierzyć, że zmienił się właściwie tylko jeden składnik.
W moim domu jest jeden problem – czerstwa bułka praktycznie się nie zdarza. Rzadko zostawiamy resztki, a poza tym nie lubię jak kruszące się pieczywo zalega w szufladach. Więc, gdy przychodzi nam ochota na kotlety mielone, często okazuje się, że tradycyjnego dodatku po prostu brakuje. Kilka razy ratowałam się więc innymi rozwiązaniami i jedno z nich zostało ze mną na stałe. Początkowo traktowałam je jako awaryjny zamiennik, ale szybko zauważyłam, że kotlety wychodzą bardziej soczyste. Chociaż składnik pochodzi z kuchni azjatyckiej, jest w prawie każdym sklepie i u wielu Polaków zagościł już w spiżarni na stałe.
Co wykorzystać zamiast suchej kajzerki?
Mój sekret to panko. Dlatego nazwałam ten trik metodą na opak. Okruchy zwykle stanowią panierkę do kotletów, a tu trafiają do masy. Dlaczego patent sprawdza się wzorowo?
Różnica tkwi w sposobie wiązania wilgoci. Panko ma ciekawą strukturę. Jest bardziej napowietrzone i składa się z większych, lekkich płatków. Kiedy zalejesz je mlekiem, błyskawicznie chłonie płyn i zamienia się w miękką masę. Po rozdrobnieniu powstaje coś w rodzaju pasty, która równomiernie rozprowadza się w mięsie.
Dalszy ciąg na następnej stronie 👇🏻
Para ver las instrucciones de cocción completas, ve a la página siguiente o haz clic en el botón Abrir (>) y no olvides COMPARTIRLO con tus amigos en Facebook.
